Na moje oko, panowie z Wrocławia, źle to rozegraliście. Nie wiem, czy wynika to z faktu, że nie przemyśleliście sprawy, czy jest w tym jakieś drugie dno, o którym nie mówicie. Według mnie powinno być to rozegrane w taki sposób, że na tydzień przed dniem wyścigowym informujecie opinie publiczną o tym, iż transmisji może nie być i nie macie na to niestety wpływu. Wówczas Totalizator zostałby zalany zapytaniami środowiska na ten temat i trochę przyciśnięty do muru, co dałoby wam odpowiednie warunki do negocjacji. Okazalibyście też szacunek środowisku. A tak? Ukaraliście osoby zaangażowane za decyzję Totalizatora i jeszcze napluliście ludziom w twarz mówiąc, że zarabiacie więcej na oprowadzaniu dzieci na kucykach niż na zakładach oraz, że nie poinformowaliście środowiska, bo zajęci byliście przygotowaniem do rozpoczęcia sezonu (czytaj: pucowaniem i czesaniem kucy). Plujecie w twarz m.in. właścicielom i hodowcom, którzy doskonale wiedzą, że wyścigi konne w Polsce są nierentowne (a wręcz umierają, o czym pisaliśmy ostatnio w swoim
artykule), a mimo to wykonują swoją pracę z pasji i miłości do tego sportu. Z takim podejściem to może niech Partynicki Tor faktycznie skupi się na kucykowych oprowadzankach i cofnie się do czasów sprzed 20 laty, które ja doskonale pamiętam. Wówczas Partynice były prowincjonalnym Torem, na którym - gdy miał przyjechać raczej mało utytułowany dżokej z Warszawy - zapanowywało prawdziwe podniecenie i ekscytacja. A wiem o czym mówię, bo przez kilka lat mieszkałam dosłownie obok Toru.
Może nie powinnam o tym wspominać, bo zaraz usłyszę od Partynickich władz słynne wrocławskie "wypier....aj". Tego bym zdecydowanie nie chciała, ponieważ - a nóż - odpowiem w podobnym tonie, a raczej, jako osoba z maturą, wymagam wysokiej kultury osobistej zarówno od siebie, jak i od innych

Z drugiej strony, raczej powstrzymałabym się od takich inwektyw i skwitowała was jednym hasłem: "Iść czesać kuce do Wrocławia!".