tx pisze:Ostatni gość jako kolejny nienawistnik wyścigów.
..."pieniądze wpompowane i przejedzone" - przez kogo "wpompowane" i przez kogo "przejedzone" i w jakiej wysokości?
Wyścigi konne w Polsce większej części utrzymują właściciele koni.
A gracze utrzymują Traf Zakłady Wzajemne.
Pula nagród w planie gonitw nigdy nie była "duża", maksymalnie może w połowie zwracala koszty utrzymania koni w treningu.
Nie byla podnoszona dokladnie od dziesięciu lat, a nie od dwóch, jak pisze Słonik, czy od 2008 r. jak powtarza błędnie Porębski.
Oczywiście. Każdy, kto nie chwali, to nienawistnik. Można tylko klaskać.
Gdy weszła w życie umowa z TS, była powszechna euforia. Nagrody były relatywnie wysokie. W 2015 r. za wygranie III grupy 7000, dziś jest 8000. Uwzględniając inflację, nagrody były około dwukrotnie wyższe niż obecnie. Te pieniądze wpompował TS, a przejedzone zostały przez szeroko pojęte środowisko wyścigowe.
Dalej same nieścisłości. Gracze, przynajmniej wyścigowi, nie utrzymują Trafu. Gdyby tak było, to by nie notował corocznie strat, tylko zyski lub przynajmniej wychodził na zero. Utrzymują go grający w inne gry i z tych zysków pokrywa straty. Te zyski powinny trafić do Skarbu Państwa, ale nie trafiają, więc można powiedzieć, że to właśnie on utrzymuje Traf, a pośrednio wyścigi.
Właściciele utrzymują wyścigi - wierutna bzdura powtarzana od lat. Skoro utrzymują, to po co im nagrody? Właściciele utrzymują swoje konie, na tej samej zasadzie, co każdy utrzymujący swojego kota. Płacą za wyżywienie i opiekę weterynaryjną. Koń wymaga większych nakładów, bo nie da się go trzymać w domu. Oddając konia do treningu wyścigowego, płacą dodatkowo za trening, ale liczą na zwrot z nagród. Sprawiedliwie rzecz traktując, należałoby policzyć, jak procentowo wysokość nagród ma się do kosztów treningu. Ale samego treningu, bez uwzględnienia kosztów paszy, wynajmu boksów i innych, które i tak właściciel musiałby ponieść, jeśli ma kaprys posiadać konie.
Właściciele utrzymują, owszem, ale nie wyścigi, tylko trenerów i personel w stajniach.
Cały problem polega na tym, że to szeroko pojęte środowisko nie czuje żadnego bezpośredniego związku pomiędzy jakością wyścigów a ich dochodami. Ich utrzymują właściciele. Gdyby było tak, że ich dochody by zależały od wyników finansowych z totalizatora, a straty by musieli pokrywać z własnej kieszeni, to by się diametralnie zmienił sposób myślenia. A tak przecież jest w każdej prywatnej firmie. Jak nie sprzedaż tego, co wyprodukowałeś, to plajtujesz. I państwo nie sypnie groszem, by cię ratować.