Ojej, jaka ładna (mądra) puenta ze strony Kariny! A juści, bez dwóch zdań...
Wracając jednak do Nagrody Soliny... Swobodne (pewne) zwycięstwo klaczy o najbardziej dystansowym rodowodzie i aż 6 polskiej hodowli klaczy zameldowało się w celowniku, nim osiągnęła go pierwsza (z nielicznych, ale jednak) zagranicznych. To nie tylko cieszy, ale to ma też sens; to się - za przeproszeniem - "trzyma kupy". Tak to z grubsza powinno wyglądać w próbach dystansowych na służewieckim torze, a nie jak nieraz dotąd, że zachodniej hodowli milerki potrafiły wygrywać i na 2200 m, a to z braku wartościowszej konkurencji ze strony rodzimych współzawodniczek. Tym razem szczęśliwie było inaczej - a do tego z sensem i na temat...
Świetny występ "urodzonej w purpurze" córki derbistów. Biegając dotąd niespecjalnie przekonująco najwyraźniej potrzebowała dystansu, by ujawnić swoje możliwości. W takiej dyspozycji jawi się ona dzisiaj jako pierwsza faworytka do Oaks, ale pewnie nie tylko, gdyż powinna także zaistnieć jesienią i w innych próbach dystansowych (że się rozmarzę). Z drugiej strony uważam, że i moja faworytka, tj. Best Line nie miała wczoraj swojego dnia, gdyż pobiegła ledwie przyzwoicie, ale bez charakterystycznego dla niej błysku. Ergo uważam, że stać ją jeszcze na nieco więcej. Nad wyraz dobrze pobiegła za to (z kolei) Zarra, która w końcówce przyśpieszała, co każe z uwagą przyglądać się jej w kolejnych biegach. Oczywiście ciekawą i tyleż godną uwagi klaczą jest także Kapryśna, która liczy się niemal w każdym swym biegu. Frontowa Pianoforte jest sama dla siebie największą przeciwniczką, gdyż jej styl (i charakter) raczej będzie jej uniemożliwiał sukcesy na dystansach powyżej 2 km, no ale oczywiście nie można jej tak zupełnie przekreślać...
Nagroda Iwna z całą mocą ukazała porządek rzeczy, tj. fakt, iż Caccini będzie raczej nie do pobicia w próbie derbowej; iż na tą chwilę (w ogóle) nie ma godnego siebie przeciwnika. Tym bardziej teraz, gdy Ziemiański do spółki z przyklaskującym mu tępo i bezmyślnie tx'iem "wykończyli" Langfuhra... A mówiłem, przestrzegałem (niestety owe moje odnośne słowa uleciały w pizdu, to jest niebyt), że ten ogier/stayer nie może biegać aż dwa razy na milę przed najważniejszymi próbami dystansowymi, bo będzie to dla niego niepomyślna okoliczność. To Ziemiański tępo swoje, a za nim bezmyślnie przyklaskujący mu tx'io. No i doczekali się, że choć dzielnie i ambitnie (jak zwykle zresztą) walczył, to brakło mu sił i świeżości, a co za tym idzie przegrał 3. miejsce z Thornem... Tak to się płaci za głupotę i bezmyślność, a przede wszystkim brak jakiejkolwiek wyobraźni, której to deficyt - by było śmieszniej - tx widział u mnie...
