Anonymous pisze:Nie ma racji w większości spraw, ale pewne jest, że nie przyjmie do wiadomości, nawet nie rozważy argumentów adwersarza.
Nie pochyli się chociażby nad faktem, że niesłusznie niedawno skrytykował tekst o sytuacji przed sezonem w jednej ze stajni, by mu zabrakło nazwisk właścicieli koni. Owszem, nie było ich, podobnie jak wielu innych rzeczy, które można znaleźć w biuletynie. One były tam po prostu zbędne. Rozumiem oczywiście, że niedościgniony Dorpat by je zamieścił, podobnie jak dotychczasową karierę każdego konia. Potem by płynnie przeszedł do historii każdej z gonitw, wymienił wszystkich zwycięzców każdej, omówił historię rodzeństwa oraz przodków do szóstego pokolenia wstecz, nie zapomniał o dżokejach tych koni dosiadających, ich trenerach i właścicielach.
Nie uzna, że takie wodolejstwo nie jest dobrym dziennikarstwem i nadal będzie gloryfikował Dorpata. Nie twierdzę, że ów nie ma zdolności, by być dobrym dziennikarzem. Skoro potrafi mówić nieustannie przez godzinę, nie stawiając ani jednego przecinka, to zapewne pisać też umie. Ja tego nie oceniam, bo nie mam przygotowania zawodowego. Patrzę na to z pozycji czytelnika, który nie jest w stanie przebrnąć przez cały tekst. Co to za dobry dziennikarz, którego nie da się czytać? Poświęcił swoje dziennikarskie zdolności za cenę wierszówki. Jego wybór, być może zrobiłbym to samo, więc nie oceniam. Buntuję się natomiast przeciw nazywaniu go dobrym dziennikarzem.
Nie uzna tx, że popełnił błąd, zarzucając TK zaniedbania przy prowadzeniu postępowania w sprawie dopingu. Gdy poprosiłem o konkrety, jak by to postępowanie miało wyglądać, to uciekł w krzaki. Nie dziwię się, bo chyba tylko przesłuchanie konia mogłoby coś wnieść nowego do sprawy.
Nie uzna swoich błędów w wielu innych sprawach, bo tx musi pozostać idealny. Wystarczyłoby czasem powiedzieć zwykłe "nie miałem racji" i nikt by go nie hejtował. To jednak nie nastąpi. Mylę się?
Nie, drogi wujaszek nigdy się nie myli. Choć… to wcale nie ta cecha, którą na pierwszy rzut oka można by mu przypisać. To raczej coś ukrytego głębiej, właściwe ludziom, którzy mają w sobie dużo ambicji, aspiracji i pragnienia podążania własnym, często niełatwym szlakiem. A Tx z pewnością kroczy właśnie taką drogą, odważnie, z przekonaniem, mimo że czasem może być w tym wszystkim bardzo delikatny, wręcz kruchy. I może to właśnie ta kruchość sprawia, że nie dopuszcza do siebie myśli o błędzie. Bo przyznać się do pomyłki, to jakby odkryć przed innymi, a przede wszystkim przed sobą, właśnie tę kruchość. A to mogłoby zaboleć bardziej, niż się wydaje. Jest w tym coś niesamowicie ludzkiego, a nawet… rozczulającego. Z Dorpatem natomiast łączy go nie braterstwo dusz, a raczej najprostszy kompleks. Dorpat, mimo swoich wad, ma wyobraźnię, tę nieuchwytną iskrę, która czasem prowadzi ku genialności, a czasem ku szaleństwu. Tx z kolei, przy wszystkich swoich talentach, pozostaje dziennikarskim rzemieślnikiem, precyzyjnym, wprawnym, ale pozbawionym tej twórczej lekkości. Stąd bierze się pewna mentalna poddańczość Tx w tej relacji, jakby z fascynacją, a może i zazdrością, spoglądał na Dorpatową zdolność do tworzenia rzeczy „z niczego”. To trochę jak relacja Dedala z Ikarem, jeden buduje skrzydła, drugi odważa się wzlecieć. Tyle że tutaj to Ikar, nie Dedal, nosi w sobie resztki lęku. A co do argumentacji Tx, jeśli zaczyna zmieniać temat, umyka w krzaki albo atakuje adwersarza, to najczęściej znak, że nie ma już nic do powiedzenia i szuka gorączkowo pomysłu na replikę. To nie przebiegłość, to bezradność w eleganckim przebraniu.