Łyżka dziegciu w beczce miodu
Łyżka dziegciu w beczce miodu
Emocje po wielkiej jesiennej Gali opadły i rodzi się jedno pytanie - gdzie my jesteśmy (wyścigowo) i dokąd zmierzamy?
Popatrzmy na wynik dwóch miedzynarodowo obsadzonych gonitwach.
W UAE President Cup Central European Arabian Derby, G3 (kat.A) na pierwszych czterech miejscach uplasowały się konie z za granicy, które prawdopodobnie po raz pierwszy są w Polsce, nie znają toru i znalazły się w zupełnie nowym dla siebie środowisku. Nasi podopieczni dopiero od 5 miejsca i to w dużym odstępie. Ostatnia ćwiartka gości - jak u folblutów - 32,2!!!
Potem w Wielkiej Warszawskiej rangi Listed - na 7 pierwszych koni, tylko dwa trenują w Polsce - rosłoniecki, tegoroczny derbista i czwarty zasłużony weteran Bold. Reszta daleko.
Wniosek: trzeba wiele zmienić w polskich wyścigach, treningu, być może w żywieniu by moc konkurować z Europą (nie tylko zachodnią).
Popatrzmy na wynik dwóch miedzynarodowo obsadzonych gonitwach.
W UAE President Cup Central European Arabian Derby, G3 (kat.A) na pierwszych czterech miejscach uplasowały się konie z za granicy, które prawdopodobnie po raz pierwszy są w Polsce, nie znają toru i znalazły się w zupełnie nowym dla siebie środowisku. Nasi podopieczni dopiero od 5 miejsca i to w dużym odstępie. Ostatnia ćwiartka gości - jak u folblutów - 32,2!!!
Potem w Wielkiej Warszawskiej rangi Listed - na 7 pierwszych koni, tylko dwa trenują w Polsce - rosłoniecki, tegoroczny derbista i czwarty zasłużony weteran Bold. Reszta daleko.
Wniosek: trzeba wiele zmienić w polskich wyścigach, treningu, być może w żywieniu by moc konkurować z Europą (nie tylko zachodnią).
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Artur, jeśli w Prix de l'Arc de Triomphe przewagę zdobędą konie spoza Francji, czy to będzie znaczyć dla Francji, żeby zmienili swoje wyścigi?
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Tx, bardzo nietrafione porównanie!
Pisałem o Europie Zachodniej (czytanie ze zrozumieniem się kłania). A ile koni ze Służewca zobaczymy w tegorocznym Łuku Triumfalnym?
Rozumiem, że uważasz, że polskie wyścigi i konie nie potrzebują wzmocnienia, naprawy, "kroplówki" czy...nazwij to sobie jak chcesz? Uważasz, że mamy mocne konie i to czysty przypadek, że w UAE Arabskim Derby pierwsze 4 konie to goście z zagranicy, a "nasz" piąty daleko za nimi?
Uważasz, że to jest OK, że od czasów Patronusa żaden koń polskiej hodowli nie wygrał Derby czy Wielką Warszawską? Tak?
Rozumiem, że uważasz, że polskie wyścigi i konie nie potrzebują wzmocnienia, naprawy, "kroplówki" czy...nazwij to sobie jak chcesz? Uważasz, że mamy mocne konie i to czysty przypadek, że w UAE Arabskim Derby pierwsze 4 konie to goście z zagranicy, a "nasz" piąty daleko za nimi?
Uważasz, że to jest OK, że od czasów Patronusa żaden koń polskiej hodowli nie wygrał Derby czy Wielką Warszawską? Tak?
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Artur, na jakiej podstawie uważasz, że ja tak uważam? Z czego to wyszło?
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Wszystko tak samo tylko że odwrotnie. Tak naprawdę jesteśmy w stanie wyhodować dobre konie. Niektórych to boli. Niepotrzebnie. Ograniczmy ilość kierowników i będzie ok. Jeśli ktoś Ci uczciwie podpowie jak się hoduje się konie to nagle stwierdzisz że jest to najfajniejsza praca na świecie. Nie rozumiem Pruskiego - z jednej strony świetnie znał się na koniach z drugiej wymyślił tą swoją teorie o wpływie Golfstormu.
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Odnośnie Arabów, to nie powinno być żadnym zaskoczeniem. Tam są chyba najmocniejsze wyścigi dla tej rasy na świecie i o tym jaka nas dzieli przepaść niech świadczy jak sobie radziły nasze tuzy np Love Me De la Cere podczas swoich pobytów tam. Jednocześnie pamiętajmy, że wyprawy naszych tuzów do krajów takich jak Szwecja kończą się regularnie naszymi zwycięstwami, a w takich Włoszech są w czołówce i czasem też wygrywają. Francja jest po prostu poza zasięgiem i cała czwórka byłą de facto trenowana w ostatnim czasie we Francji (mimo, że program pisze nieco co innego).
Odnośnie folblutów, pula Nagród Wielkiej Warszawskiej ściąga coraz lepsze konie z zagranicy. Koń z Niemiec nie wypadł sroce spod ogona, ścigał się na zachodzie w dość poważnych gonitwach i to z sukcesami. O tym jakim koniem jest Tardar zapewne dopiero się przekonamy. Mi się wydaje, że Derby i Wielka Warszawska były dla niego gonitwami docelowymi, a to jak w nich wypadł sugeruje niezłą klasę. Jestem bardzo ciekaw następnych jego startów. Polscy właściciele kupują coraz droższe konie, ale też coraz chętniej wysyłają je do treningu do Francji, vide Panowie Zielińscy, Grzegorowski, a nawet do Anglii patrz Patryk Gorczyca, czy Pan Pegza. Nie mówię tu już o Westminster, gdzie cała strategia jest taka, że w Polsce robi się selekcję pod wysłanie koni za granicę. Czy polskie konie - jak sugerujesz - przegrywają przez np paszę i trening? Być może jest w tym trochę prawdy, taki Chestnut Rocket biega tam lepiej niż tu, ale były też przypadki, w których te konie z Polski w zagranicznym treningu przepadały.
Polska hodowla, do której się odniosłeś to już w ogóle inna bajka. Od czasów Patronusa tylko jeden koń wyhodowany w Polsce realnie walczył z czołówką importów. Niekoniecznie zresztą świadczy to o klasie Patronusa - zagranicą niesprawdzonego, a raczej tego, że wtedy trafiały tu po prostu zdecydowanie gorsze importy (również dlatego, że było ich zdecydowanie mniej).
Wydaje mi się, że powinniśmy patrzeć na to realistycznie. Nasze miejsce jest zdecydowanie niżej niż Francja, czy Anglia. Jest też niżej niż takie Niemcy. I tak jest nie od dziś, nie od wczoraj a od zawsze. Raczej też nie ma co liczyć, że to się zmieni. Nasze miejsce jest gdzieś w okolicach Czechów i na ich tle tym razem konie trenowane w Polsce wypadły dobrze.
Odnośnie folblutów, pula Nagród Wielkiej Warszawskiej ściąga coraz lepsze konie z zagranicy. Koń z Niemiec nie wypadł sroce spod ogona, ścigał się na zachodzie w dość poważnych gonitwach i to z sukcesami. O tym jakim koniem jest Tardar zapewne dopiero się przekonamy. Mi się wydaje, że Derby i Wielka Warszawska były dla niego gonitwami docelowymi, a to jak w nich wypadł sugeruje niezłą klasę. Jestem bardzo ciekaw następnych jego startów. Polscy właściciele kupują coraz droższe konie, ale też coraz chętniej wysyłają je do treningu do Francji, vide Panowie Zielińscy, Grzegorowski, a nawet do Anglii patrz Patryk Gorczyca, czy Pan Pegza. Nie mówię tu już o Westminster, gdzie cała strategia jest taka, że w Polsce robi się selekcję pod wysłanie koni za granicę. Czy polskie konie - jak sugerujesz - przegrywają przez np paszę i trening? Być może jest w tym trochę prawdy, taki Chestnut Rocket biega tam lepiej niż tu, ale były też przypadki, w których te konie z Polski w zagranicznym treningu przepadały.
Polska hodowla, do której się odniosłeś to już w ogóle inna bajka. Od czasów Patronusa tylko jeden koń wyhodowany w Polsce realnie walczył z czołówką importów. Niekoniecznie zresztą świadczy to o klasie Patronusa - zagranicą niesprawdzonego, a raczej tego, że wtedy trafiały tu po prostu zdecydowanie gorsze importy (również dlatego, że było ich zdecydowanie mniej).
Wydaje mi się, że powinniśmy patrzeć na to realistycznie. Nasze miejsce jest zdecydowanie niżej niż Francja, czy Anglia. Jest też niżej niż takie Niemcy. I tak jest nie od dziś, nie od wczoraj a od zawsze. Raczej też nie ma co liczyć, że to się zmieni. Nasze miejsce jest gdzieś w okolicach Czechów i na ich tle tym razem konie trenowane w Polsce wypadły dobrze.
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
A ja widzę że w przyszłym roku Nestor Janek postraszy zabojadow
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Z Czechami to jest dziwna historia. Niby robią wszystko lepiej od nas a to my mamy lepsze konie. Wystarczy normalnie pracować żeby być lepszym od nich.
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Pytanie brzmi - czy my naprawdę pracujemy? To nie jest zarzut w Twoją stronę. Mówią że nie warto się angażować - czy naprawdę warto to tak postrzegać? Wiele rzeczy moglibyśmy zrobić lepiej. Myślałem o napisaniu monografii Iwna. Chciałem zacząć skromniej - jakiś rejestr reproduktorów 2015-2025? To też jest ciekawe. Możnaby przetłumaczyć na angielski. Działam trochę jak Dunbar w paragrafie 22 = "gdybyś mnie podpuścił..." rzekł do Yossariana. Nie jest to dobra motywacja ale... Myślę że 3 miesiące pracy. Dobry folblut 11 miesięcy plus 3 lata.
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Sam pracowałem 9 lat w stadninach i 25 lat jeździłem konno. Z czasem pewne czynności wchodzą w nawyk i jest prościej. Ten sławny "gnój" to tylko godzina (4 osoby, 50 boksów). Od 6:45 do 7:45. Do 8:30 masz pościeloną stajnie, idziesz na śniadanie i masz cały dzień. Pytanie co z nim zrobić. Ja szedłem do roczniaków. Myślę że to był niezły pomysł.
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
To dlatego Tower i jego koledzy i koleżanki były takie socjalne, przyjazne i zaznajomione z człowiekiem.Issos pisze: 05 paź 2026, 22:59 Sam pracowałem 9 lat w stadninach i 25 lat jeździłem konno. Z czasem pewne czynności wchodzą w nawyk i jest prościej. Ten sławny "gnój" to tylko godzina (4 osoby, 50 boksów). Od 6:45 do 7:45. Do 8:30 masz pościeloną stajnie, idziesz na śniadanie i masz cały dzień. Pytanie co z nim zrobić. Ja szedłem do roczniaków. Myślę że to był niezły pomysł.
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
Najpierw dwa razy a potem trzy(od pierwszego rocznika Tempelwachterow), zgodnie z sugestią Romana Krzyżanowskiego, wiązałem je do jedzenia (stały na biegalniach). Już sam fakt że ktoś wchodził do konia 4-6 razy dziennie bardzo dużo dawał. Tak naprawdę po powrocie z pastwiska (wybiegu) same stawały na swoich miejscach - jedzenie dawaliśmy im dopiero po wiązaniu. Do Templi mógł tak naprawdę wchodzić każdy, gorzej było np. z końmi Sorbie Towerze które były nerwowe i wchodziły do nich tylko osoby pracujące z nimi codziennie. Z końmi po In Camerze nie miałem kłopotów poza Oaksistka Hortensją, która niby nic nie robiła ale jak się rozbiegała... Od rocznika 2010 zaczęliśmy, oprócz wiązania, także wymuszać ruch zimą. W wymiarze ok. 1,5 - 2 godzin. Tyle czasu mogliśmy na to wygospodarować. Tower nie sprawiał kłopotów zarówno jako źrebak jak i roczniak - więcej problemów sprawiała mama. W latach 2005-2006 po prostu codziennie wchodziliśmy do źrebaków żeby podać im witaminy (zwykle robiliśmy to wieczornej jeździe) później po prostu wchodziliśmy do nich ponosić nogi - bardzo ułatwiło to pracę zarówno mi jak i podkuwaczom z którymi werkowalem młode konie. (a nie był to jakiś mega wysiłek). Temple były fajnymi końmi - dały nam piąte miejsce na liście hodowców w 2015 i czwarte w 2016 roku. Fajnymi końmi były Novitor, Suwenir, Sulivia i Tasmania, w Czechach na poziomie I kategorii zwyciężała Iwnianka a przeszkodowe Listed wygrał Napastnik. Gdybyśmy byli w stanie dać mu więcej dobrych klaczy (większość matek zwycięzców nagród imiennych i poza grupowych została sprzedana w latach 2007/2008) a w 2011 roku nie zapadła decyzja o szybszym niż zwykle przerwaniu sezonu rozpłodowego można by pomyśleć o podium klasyfikacji hodowców - co jest łyżką dziegciu w beczce miodu.
Re: Łyżka dziegciu w beczce miodu
A być może łyżka miodu w beczce dziegciu. Mogło się udać.


