Wyścigi krajowe - wyścigi '26
Anonymous - 2026-06-23, 18:15
A skąd wiadomo, że to pisał pan Bagiński?
Anonymous - 2026-06-23, 19:24
Od Pawła cynk.
Anonymous - 2026-06-23, 21:00
Pies biegnie
Anonymous - 2026-06-23, 21:41
No to teraz już tylko rybka albo pipka, jak powiedział Hamlet.
Anonymous - 2026-06-23, 21:44
Wobec tych wpisów powyżej, zagadka wyścigowa. Która ze służewieckich amazonek/trenerek ma/miała pseudonim Kłapcząca?
Anonymous - 2026-06-23, 22:26
A która miała za dziesięć druga?
Anonymous - 2026-06-23, 22:35
Proste. Dwie ciotki. Obie spod dłuta zezowatego rogacza.
borsuk - 2026-06-23, 22:40
| tx napisał/a: | gość 16:09 gorzej, bo szedł, a nie "biegł"..
Nieżyjący już Michał Pruski zwrócił mi kiedyś uwagę, że w wyścigu konie "idą", a nie " biegną".
Wyjaśnił, że po używanych słowach można odgadnąć, kto do jakiej klasy wyścigowej należy. L. |
Ciekawe, ale jako bywalec "świniarni" zawsze słyszałem, że koń idzie. Potwierdza to popularne niegdyś zaklęcie "muuusi przyjść, sam jeden". A więc tak się mówiło nawet w IV grupie, do której się osobiście zaliczam.
Anonymous - 2026-06-23, 22:54
Borsuk chyba ilu Albina Rejka chodził
Anonymous - 2026-06-23, 23:23
Kłapcząca to podobno bardziej Aldona z AWF od Basałaja. Ciotka bardziej pod właścicielami chodziła i stąd rozwarta jak stodoła. A Żubrowska to była gościnna dla Bajbuska i Rugbisty, przeprawiając rogi szwagrowi. Wszystko za murem zostało w rodzinie. Nie ma o co kruszyć kopii.
Anonymous - 2026-06-23, 23:27
A Eufrozyna to pod kim i u kogo chodziła?
Anonymous - 2026-06-24, 06:29
| Anonymous napisał/a: | | Anonymous napisał/a: | Czyli czasy się zmieniają, a panowie ciągle są w komisjach.
Bez względu na to jakie to jest medium, jakie forum, facebook, czy cokolwiek, pod nazwiskiem, pseudonimem, czy bez, to zawsze tam głównie piszą i obrażają ludzi, robią kwasy Lubicz-tx i Bagiński. Choć i tak nie wypadają źle na tle środowiska, które milczy wobec patologii i degrengolady na Służewcu. Oni przynajmniej w różnych miejscach wyrażają jakieś poglądy, a Bagiński na Polish Turf nawet próbował trochę ożywić ten zmurszały mur. |
Tego muru nie da się już ożywić. Nie dlatego, że nie ma pomysłów. Tylko dlatego, że zbyt wielu ludzi czerpie korzyści z tego, żeby nic się nie zmieniło.
Część środowiska urządziła się w dupie i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Część została wychowana w mentalnej niewoli i nie ma pojęcia, jak wygląda wolność.
Część to zwykłe koniunkturalne dziwki – nieważne, co się będzie działo, oni i tak znajdą sposób, żeby na tym zarobić.
Część po prostu żyje z wyścigów i jest im kompletnie obojętne, jak te wyścigi wyglądają. Tak długo, jak można podłączyć się pod kroplówkę z TS, tak długo wszystko będzie świetne, piękne i godne pochwały.
Jest też grupa patentowanych leni, którzy będą bronić obecnego stanu rzeczy do ostatniej kropli krwi, bo każda zmiana wymaga wysiłku, a wysiłek to ostatnia rzecz, na którą mają ochotę.
O czym jeszcze zapomniałem?
Dlatego od Tx i Bagińskiego możecie się, za przeproszeniem, odpierdolić. Można ich lubić albo nie lubić. Można się z nimi zgadzać albo nie zgadzać. Ale oni przynajmniej mają jaja i robią coś dla idei, a nie dla pieniędzy. A to – niezależnie od sympatii, antypatii i prywatnych urazów – zawsze było, jest i będzie wartością.
I jeszcze jedno.
Polskie wyścigi konne to chyba jedyny wynalazek na świecie, który chce sam siebie oceniać.
Każda dziedzina życia podlega ocenie. Każdy sport. Każda branża. Każda instytucja. Są media, są komentatorzy, są krytycy. Jedni mają rację, inni nie mają, ale ocena jest czymś normalnym, potrzebnym, wręcz pożądanym.
Tymczasem na Służewcu krytyka urasta do rangi grzechu śmiertelnego.
Prezes Gocłowski tropi krytykantów z determinacją godną człowieka ścigającego najgroźniejszych przestępców, podczas gdy zwykła ocena rzeczywistości wywołuje niemal instytucjonalną alergię.
Dlaczego?
Bo krytyka pokazuje niemoc zarządzających. Pokazuje błędy. Pokazuje zaniedbania. A wtedy natychmiast ruszają wierni siepacze, którzy zamiast odpowiedzieć na argumenty, próbują uciszyć tych, którzy je wypowiadają. A za nimi podąża gawiedź niesiona emocjami, sympatiami i osobistymi relacjami.
I nie ma sensu nad tym płakać.
Będzie tylko gorzej.
Na Facebooku po ostatniej niedzieli krąży zdjęcie prezesa Gocłowskiego, trenera i jeszcze kilku osób na padoku. To zdjęcie jest dla mnie metaforą współczesnych wyścigów na Służewcu. Prezes w spranych gaciach, trener w brudnych, luzak wyglądający jak bezdomny. I właśnie tak wygląda dziś cała ta rzeczywistość: zaniedbana, byle jaka, ale przekonana o własnej wyjątkowości. A wy chcecie prowadzić poważne dyskusje o występach CR we Francji. Najpierw się umyjcie, potem ubierzcie, a dopiero później siadajcie do stołu rozmawiać o ideach.
Bo na razie największym problemem polskich wyścigów nie jest Francja. Problemem jest lustro. I to, że mało kto ma odwagę w nie spojrzeć. |
W sedno.
Anonymous - 2026-06-24, 06:32
| Anonymous napisał/a: | | Anonymous napisał/a: | Czyli czasy się zmieniają, a panowie ciągle są w komisjach.
Bez względu na to jakie to jest medium, jakie forum, facebook, czy cokolwiek, pod nazwiskiem, pseudonimem, czy bez, to zawsze tam głównie piszą i obrażają ludzi, robią kwasy Lubicz-tx i Bagiński. Choć i tak nie wypadają źle na tle środowiska, które milczy wobec patologii i degrengolady na Służewcu. Oni przynajmniej w różnych miejscach wyrażają jakieś poglądy, a Bagiński na Polish Turf nawet próbował trochę ożywić ten zmurszały mur. |
Tego muru nie da się już ożywić. Nie dlatego, że nie ma pomysłów. Tylko dlatego, że zbyt wielu ludzi czerpie korzyści z tego, żeby nic się nie zmieniło.
Część środowiska urządziła się w dupie i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Część została wychowana w mentalnej niewoli i nie ma pojęcia, jak wygląda wolność.
Część to zwykłe koniunkturalne dziwki – nieważne, co się będzie działo, oni i tak znajdą sposób, żeby na tym zarobić.
Część po prostu żyje z wyścigów i jest im kompletnie obojętne, jak te wyścigi wyglądają. Tak długo, jak można podłączyć się pod kroplówkę z TS, tak długo wszystko będzie świetne, piękne i godne pochwały.
Jest też grupa patentowanych leni, którzy będą bronić obecnego stanu rzeczy do ostatniej kropli krwi, bo każda zmiana wymaga wysiłku, a wysiłek to ostatnia rzecz, na którą mają ochotę.
O czym jeszcze zapomniałem?
Dlatego od Tx i Bagińskiego możecie się, za przeproszeniem, odpierdolić. Można ich lubić albo nie lubić. Można się z nimi zgadzać albo nie zgadzać. Ale oni przynajmniej mają jaja i robią coś dla idei, a nie dla pieniędzy. A to – niezależnie od sympatii, antypatii i prywatnych urazów – zawsze było, jest i będzie wartością.
I jeszcze jedno.
Polskie wyścigi konne to chyba jedyny wynalazek na świecie, który chce sam siebie oceniać.
Każda dziedzina życia podlega ocenie. Każdy sport. Każda branża. Każda instytucja. Są media, są komentatorzy, są krytycy. Jedni mają rację, inni nie mają, ale ocena jest czymś normalnym, potrzebnym, wręcz pożądanym.
Tymczasem na Służewcu krytyka urasta do rangi grzechu śmiertelnego.
Prezes Gocłowski tropi krytykantów z determinacją godną człowieka ścigającego najgroźniejszych przestępców, podczas gdy zwykła ocena rzeczywistości wywołuje niemal instytucjonalną alergię.
Dlaczego?
Bo krytyka pokazuje niemoc zarządzających. Pokazuje błędy. Pokazuje zaniedbania. A wtedy natychmiast ruszają wierni siepacze, którzy zamiast odpowiedzieć na argumenty, próbują uciszyć tych, którzy je wypowiadają. A za nimi podąża gawiedź niesiona emocjami, sympatiami i osobistymi relacjami.
I nie ma sensu nad tym płakać.
Będzie tylko gorzej.
Na Facebooku po ostatniej niedzieli krąży zdjęcie prezesa Gocłowskiego, trenera i jeszcze kilku osób na padoku. To zdjęcie jest dla mnie metaforą współczesnych wyścigów na Służewcu. Prezes w spranych gaciach, trener w brudnych, luzak wyglądający jak bezdomny. I właśnie tak wygląda dziś cała ta rzeczywistość: zaniedbana, byle jaka, ale przekonana o własnej wyjątkowości. A wy chcecie prowadzić poważne dyskusje o występach CR we Francji. Najpierw się umyjcie, potem ubierzcie, a dopiero później siadajcie do stołu rozmawiać o ideach.
Bo na razie największym problemem polskich wyścigów nie jest Francja. Problemem jest lustro. I to, że mało kto ma odwagę w nie spojrzeć. |
Co tu jest Twoim zdaniem w sedno? Które punkty?
Anonymous - 2026-06-24, 06:35
Wszystkie te punkty poniżej bardzo dobrze pokazują problemy wyścigów w Polsce.
Tego muru nie da się już ożywić. Nie dlatego, że nie ma pomysłów. Tylko dlatego, że zbyt wielu ludzi czerpie korzyści z tego, żeby nic się nie zmieniło.
Część środowiska urządziła się w dupie i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Część została wychowana w mentalnej niewoli i nie ma pojęcia, jak wygląda wolność.
Część to zwykłe koniunkturalne dziwki – nieważne, co się będzie działo, oni i tak znajdą sposób, żeby na tym zarobić.
Część po prostu żyje z wyścigów i jest im kompletnie obojętne, jak te wyścigi wyglądają. Tak długo, jak można podłączyć się pod kroplówkę z TS, tak długo wszystko będzie świetne, piękne i godne pochwały.
Jest też grupa patentowanych leni, którzy będą bronić obecnego stanu rzeczy do ostatniej kropli krwi, bo każda zmiana wymaga wysiłku, a wysiłek to ostatnia rzecz, na którą mają ochotę.
Anonymous - 2026-06-24, 06:48
| Anonymous napisał/a: | | Anonymous napisał/a: | | Anonymous napisał/a: | Czyli czasy się zmieniają, a panowie ciągle są w komisjach.
Bez względu na to jakie to jest medium, jakie forum, facebook, czy cokolwiek, pod nazwiskiem, pseudonimem, czy bez, to zawsze tam głównie piszą i obrażają ludzi, robią kwasy Lubicz-tx i Bagiński. Choć i tak nie wypadają źle na tle środowiska, które milczy wobec patologii i degrengolady na Służewcu. Oni przynajmniej w różnych miejscach wyrażają jakieś poglądy, a Bagiński na Polish Turf nawet próbował trochę ożywić ten zmurszały mur. |
Tego muru nie da się już ożywić. Nie dlatego, że nie ma pomysłów. Tylko dlatego, że zbyt wielu ludzi czerpie korzyści z tego, żeby nic się nie zmieniło.
Część środowiska urządziła się w dupie i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Część została wychowana w mentalnej niewoli i nie ma pojęcia, jak wygląda wolność.
Część to zwykłe koniunkturalne dziwki – nieważne, co się będzie działo, oni i tak znajdą sposób, żeby na tym zarobić.
Część po prostu żyje z wyścigów i jest im kompletnie obojętne, jak te wyścigi wyglądają. Tak długo, jak można podłączyć się pod kroplówkę z TS, tak długo wszystko będzie świetne, piękne i godne pochwały.
Jest też grupa patentowanych leni, którzy będą bronić obecnego stanu rzeczy do ostatniej kropli krwi, bo każda zmiana wymaga wysiłku, a wysiłek to ostatnia rzecz, na którą mają ochotę.
O czym jeszcze zapomniałem?
Dlatego od Tx i Bagińskiego możecie się, za przeproszeniem, odpierdolić. Można ich lubić albo nie lubić. Można się z nimi zgadzać albo nie zgadzać. Ale oni przynajmniej mają jaja i robią coś dla idei, a nie dla pieniędzy. A to – niezależnie od sympatii, antypatii i prywatnych urazów – zawsze było, jest i będzie wartością.
I jeszcze jedno.
Polskie wyścigi konne to chyba jedyny wynalazek na świecie, który chce sam siebie oceniać.
Każda dziedzina życia podlega ocenie. Każdy sport. Każda branża. Każda instytucja. Są media, są komentatorzy, są krytycy. Jedni mają rację, inni nie mają, ale ocena jest czymś normalnym, potrzebnym, wręcz pożądanym.
Tymczasem na Służewcu krytyka urasta do rangi grzechu śmiertelnego.
Prezes Gocłowski tropi krytykantów z determinacją godną człowieka ścigającego najgroźniejszych przestępców, podczas gdy zwykła ocena rzeczywistości wywołuje niemal instytucjonalną alergię.
Dlaczego?
Bo krytyka pokazuje niemoc zarządzających. Pokazuje błędy. Pokazuje zaniedbania. A wtedy natychmiast ruszają wierni siepacze, którzy zamiast odpowiedzieć na argumenty, próbują uciszyć tych, którzy je wypowiadają. A za nimi podąża gawiedź niesiona emocjami, sympatiami i osobistymi relacjami.
I nie ma sensu nad tym płakać.
Będzie tylko gorzej.
Na Facebooku po ostatniej niedzieli krąży zdjęcie prezesa Gocłowskiego, trenera i jeszcze kilku osób na padoku. To zdjęcie jest dla mnie metaforą współczesnych wyścigów na Służewcu. Prezes w spranych gaciach, trener w brudnych, luzak wyglądający jak bezdomny. I właśnie tak wygląda dziś cała ta rzeczywistość: zaniedbana, byle jaka, ale przekonana o własnej wyjątkowości. A wy chcecie prowadzić poważne dyskusje o występach CR we Francji. Najpierw się umyjcie, potem ubierzcie, a dopiero później siadajcie do stołu rozmawiać o ideach.
Bo na razie największym problemem polskich wyścigów nie jest Francja. Problemem jest lustro. I to, że mało kto ma odwagę w nie spojrzeć. |
Co tu jest Twoim zdaniem w sedno? Które punkty? |
Ktoś kto to pisał chyba chce zastąpić Pawełka w roli prezesa PKWK.
|
|
|